sobota, 23 lipca 2011

57. Akcja "kot"

No, to zdarzyło nam się po raz pierwszy... Wybraliśmy się ze Sławkami do ich teściów i ... w lesie słyszymy miauczenie... bardzo, ale to bardzo głośne. Niektórzy mieli koncepcje poszukiwania delikwenta na czubach drzew, ale okazało się, że w krzaczkach siedzi i płacze bardzo malutki, cały czarny jak smoła kotek. No i co mieliśmy zrobić? Zostawić go w lesie, żadnych szans na przetrwanie...zabraliśmy ze sobą, najpierw nakarmiliśmy go .. ciasteczkiem, hihi zjadł, czyli był niebotycznie głodny...a potem już poszło... mleczko, nadanie imienia Obama - choć to kotka, no i kto weźmie?A po drodze natrafiliśmy jeszcze na gęś i konia...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz